Nawiązując do poprzedniego wpisu, mam jeszcze kilka przemyśleń…
Była taka sytuacja: doszło do wypadku podczas przerwy, poprosiłam nauczyciela, który powinien pełnic dyżur, żeby wyjaśnił okoliczności. Okazało sie, że dyrektor na tym dyżurze nie był. Zwróciłam mu grzecznie uwage, powiedziałam, co reguluje te sprawy, nasz statut, rozporzadzenie dotyczące bezpieczeństwa dzieci i żeby jednak na dyzurach sie zjawiał. Dyrektor był wtedy na zwolnieniu lekarskim. Kiedy wrócił, robił mi wyrzuty – jakim prawem rozliczam tego pana, jakas niepojeta dl amnie sprawa, rozliczał mnie z wykonywania moich czynnosci służbowych, nawet to zrobił w jakiś wulgarny sposób. ˝ona pracowała kiedys w bibliotece, podlegała mojemu nadzorowi, Ktos jej szukał, nie było, raz, drugi. Zwróciłąm jej uwagę. Oczywiscie dostałam reprymendę – jak smie rozliczać żonę z czasu pracy. A ona jest dla mnie takim samym pracownikiem, jak wszyscy inni. Ta moja odpowiedx tylko prowokowała go do jeszcze wiekszych ataków. To jest jeszcze wiele przykładów takiego cofdziennego lekceważenia.
Szybko sie nauczyłąm, że o ważnych sprawach nie mogłam rozmawiać w cztery oczy, potem dyrektor pozmieniała to, jak chciał, więc to nie dawało żadnego skutku, mówił: „a to było wczoraj, dzis mysle tak”. Tego doswiadcza bardzo wiele osób.
Powiedział kiedyś – poczułem sie przy pani taki malutki.